środa, 14 września 2011

Australia

Po 3.5 roku wrocilismy do Australii, spedzilismy 4 miesiace w Azji i 6 miesiecy w Ameryce Lacinskiej na podrozowaniu, 10 miesiecy w Polsce na imprezowaniu i 1.5 roku w Londynie na podreperowaniu budzetu.

Blog o Azji zostal przeniesiony na nasza strone o podrozach www.podroze.antypody.com znajdziecie tam rowniez spora galerie zdjec oraz filmow, a takze wspomnienia z innyh naszych wypraw, czyli 14 lat naszego wspolnego zycia w podrozy.

Blog z Ameryki Lacinskiej ciagle jeszcze znajduje sie w tym samym miejscu www.przeznowyswiat.wordpress.com/

Tak - minelo juz 14 lat od czasu jak zaczelismy razem podrozowac, a przeciez wczesniej podrozowalismy osobno przez kilka lat no i troche sie juz zmeczylismy tymi ciaglymi zmianami otoczenia, przeprowadzkami z miasta do miasta, z kraju do kraju i z kontynentu na kontynent, zatesknilismy za stabilizacja i wlasnym M.

No coz zaczynajac nasze wspolne zycie bylismy dwudziestolatkami z marzeniami, a teraz jestesmy juz czterdziestolatkami z bolem plecow :) az sie wierzyc nie chce, ze czas tak szybko plynie.

Oczywiscie podrozowac bedziemy dalej, w przygotowaniu sa nastepujace wyprawy, ale juz tylko w ramach urlopu:
  • Chile z Wyspami Wielkanocnymi i Patagonia
  • Brazylia z Rio w czasie karnawalu plus Amazonka i Venezuela
  • Meksyk i Kuba jeszcze raz
  • Japonia, Chiny, Nepal, Indie, Maledivy, Mongolia, Filipiny, Papua i Nowa Gwinea i Borneo w osobnych wyprawach
  • Nowa Zelandia zima   ZROBIONE
  • Nowa Zelandia latem jeszcze raz
  • Fiji jeszcze raz
  • Antarktyda, Bahama, Karaiby, Tonga, Vanuatu, Numea i Nowa Kaledonia na rejsach
Jak dostaniemy dluuugi urlop za wysluge lat
  • Afryka z Madagaskarem i Mauritiusem, Bliski Wschod i Ameryka Polnocna 


Tak wiec do 60-tki nie bedziemy sie nudzic :) a na deser juz na emeryturze zostawiamy sobie nasza stara dobra Europe.



środa, 20 października 2010

Nowy Swiat

Zapraszamy na relacje z naszej 6 miesiecznej podrozy do Ameryki centralnej i poludniowej www.przeznowyswiat.wordpress.com

piątek, 24 kwietnia 2009

Nowy pomysl

Zaczynamy sie przygotowywac do nowej podrozy, narazie jeszcze niczego nie zdradzamy

sobota, 15 grudnia 2007

Polska

Zrezygnowalismy z dalszej podrozy do Nepalu i Indii, szkoda ale nie mielismy juz czasu bo swieta blisko, a poza tym sily tez nas juz opuscily.

Jestesmy w Polsce pierwszy raz po 7 latach i staramy sie przywyknac do nowych warunkow czyli szarej rzeczywistosci.

Azja byla dla nas wspanialym przezyciem mamy 15 godzin filmu i kilka tysiecy zdjec, ale nie wszystko wyglada tak jak na zdjeciach. Takie podrozowanie bywa strasznie meczace i jezeli bedziemy wybierac sie w nastepna podroz to napewno krotsza z mniejsza iloscia bagazu, bedziemy bardziej uwazni zeby znowu nas nie okradli!.

Dziekujemy wszystkim, ktorzy sledzili nasze losy przez ostatnie 4 miesiace, mamy nadzieje, ze Wam sie podobalo. Teraz czekamy juz na spotkanie z Wami.

Pozdrawiamy juz z Polski Kasia i Janusz.

Laos-Bangkok-Kuweit-Frankfurt

Z Laosu wyjechalismy o godzinie 17-tej, maly busik dowiozl nas na granice z Tajlandia, ktora znajduja sie tylko 20km od Vientiane. Tam po odprawie przesiedlismy sie na duzy autobus dla turystow, ktorym okolo 6 rano dojechalismy do naszej ulubionej ulicy Khao San w Bangkoku. Jak zwykle chwile zajelo nam znalezienie hotelu choc tutaj mamy juz wiekszosc z nich sprawdzona. Przespalismy sie kilka godzin i postanowilismy sprawdzic wolne loty do Europy.

Przezornie kilka tygodni wczesniej zarezerwowalismy lot do Frankfurtu na 28 listopada, ale w tej chwili bylismy gotowi jechac natychmiast. Nie mielismy juz ochoty siedziec kolejnego tygodnia w Bangkoku. Uzgodnilismy w biurze turystycznym, ze beda sprawdzac dla nas wolne miejsca co godzine, ale wszystko bylo zajete. Powiedziano nam, ze mozemy pojechac na lotnisko i wpisac sie na liste oczekujacych my jednak po rozwazeniu za i przeciw postanowilismy doplacic i poleciec liniami kuweickimi klasa business.

Zostal nam caly dzien na zalatwianiu ostatnich spraw, przepakowalismy bagaze, wywalilismy niepotrzebne graty, czesc z nich udalo nam sie sprzedac za kilkanascie batow, ktore z powodzeniem starczyly na obiad. Janusz odebral swoje dwa nowe garnitury od krawca, uszyte specjalnie dla niego jeszcze przed wyjazdem do Kambodzy.

Ostatni spacer po Khao San Road, ostatni ryz z curry i pad tai moja ulubiona potrawa z makaronami, ostatni zamowiony nalesnik. Bangkok stal sie dla nas naszym azjatyckim domem, tak jak wiekszosc turystow podrozujacych po Azji spedzilismy tutaj kilkanascie dni wyjezdzajac i wracajac kilka razy.

Poznym wieczorem zlapalismy taksowke i pojechalismy na lotnisko, lot o 3 rano prosto do Kuweitu trawal 7 godzin. Z lotu ptaka miasto wyglada niesamowicie, olbrzymi placek wylaniajacy sie z pustyni, a na nim domy w kolorze piasku. W Kuwejcie mielismy postoj 3 godziny, ktore spedzilismy na kupowaniu perfum. Linie kuweickie okazaly sie jednymi z najgorszych jakimi podrozowalismy. Nie podawano alkoholi bo to muzulmanie, a Janusz strul sie jedzeniem, ktore bylo okropne. Klasa business byla wygodniejsza niz normalna ekonomiczna jednakze bylismy rozczarowani obsluga.

We Frankfurcie ladowalismy o 13tej i ku naszemu zaskoczeniu czekal na nas przyjaciel Janusza Kompot, zapobiegawczo sprwadzil email poprzedniego dnia wieczorem i dowiedzial, ze zmienilismy nasze plany I bedziemy we Frankfurcie kilka dni wczesniej. Pojechalismy do niego na male co nieco i po kilku piwach i malej przekasce w miejscowym kebabie wsiedlismy do autobusu jadacego do Katowic.

Laos - Vientiane 19 listopad poniedzialek

Wyruszulismy rano z Luang Prabang autobusem typu VIP, jest to okreslenie, ktore azjaci nadurzywaja z wielkim ulubowaniem. VIP w azji nie ma nic wspolnego z VIP w karajch wysoko rozwienietych, nasz autobus to stary odmalowany pojazd z babcinymi zaslonkami w oknach a klimatyzacja to albo delikatny nadmuch albo lodowaty podmuch powietrza nie wiadomo co gorsze. W oczekiwaniu na odjazd naszego autobusu zauwazylem mlodego chlopaka z papierosem w ustach i o zgrozo z karabinem maszynowym na ramieniu ukrytym po kurtka. Z przewodnika dowiedzielismy sie, w 2004 roku na tej samej trasie, ktora my bedziemy jechac doszlo do kilku grabierzy z udzialem broni. Bandy lokanych zlodziei zatrzymywali autobusy i robowali co popadlo przy okazji strzelajac do turystow. Doszlismy do wniosku, ze owy Pan to ochrona autobusu ale nawet nie chcielismy myslec co taki czlowiek moze zdzialac w konfrontacji z cala banda uzbrojonych oprychow chyba tylko pogorszyc sytuacje.

Przemierzajac serpentyny wsrod jak sie okazalo calkiem pokaznych gor dotaralismy do stolicy Laosu – Vientiane okolo 18 tej. W Laosie nie ma mozliwosci wypozyczenia samochodu czego strasznie zalowalismy, widoki byly naprawde fantastyczne, po drodze mijalismy bardzo zadbane okoliczne wioski. Laos przujmuje turystow dopiero od 1990 roku, przed tem bylo to niemozliwe ze wzgledu na sytuacje polityczna. Podobno wiele terenow jest jeszcze zaminowanych, a na drogach ciagle pojawiaja sie bandyci zatrzymujacy autobusy.

Laos - Luang Prabang 17 listopad sobota















Spokojne ulice z przepiekna zabudowa, proste chodniki po ktorych mozna spacerowac bez obawy, ze czlowiek zlamie noge, (w Indonezi niektore krawezniki maja po 40 cm wykokosci a chodnik jezeli jest wyglad jak ser szwajcarski )to pierwsze wrazenia z miejscowosci Luang Prabang w Laosie. Otoczone z jednej strony rzeka Mekong, ktora swe zrodla ma 5tysiecy kilometrow dalej, daleko w Tybecie, z drugiej strony gorami, cale miasteczko wpisane jest na liste UNESCO. Urzekla nas jego atmosfera i cos o czym marzylismy przez caly pobyt w Wietnamie czyli wspaniale jedzenie.

Wszedzie pelne smacznych bagietek i roznego rodzaju domowych ciast, zajadamy sie tez yogurtami domowej roboty. Codziennie na kolacje chodzimy na vegetarianskie jedzenie, ktore podaja tu na ulicy w formie bufetu, koszt calego talerza wyladowanego pysznymi warzywami to tylko 5000 kipow czyli 0.50 centow. Nasz dzien polega glownie na spaniu i zajadaniu sie, staramy sie zregenerowac sily po ostatnich kilku tygodniach spedzonych w Wietnamie blogie lenistwo jest teraz naszym glownym zajeciem.

Najwieksza atrakcja tutaj sa mnisi, wychodza oni codziennie o 5 rano ze wszystkich swiatyn i zbieraja jedzenie do specjalnych waz. Tradycyjnie powinno sie siedziec na macie i kazdemu z mnichow wsypac odrobine ryzu luz wrzucic jakis owoc.